Srebro
Wilk powoli się rozbudzał. Otworzył oczy i ze zdziwieniem stwierdził że znajduje się w
jaskini. Słońce świeciło mocno, a on nie mógł nawet unieść łba aby sprawdzić gdzie dokładnie
się znajduje i co się stało. Obok niego była miska z jakąś dziwną lekko fioletową wodą. Jego
ojciec Naris zawsze majstrował coś z wodą i jakimiś składnikami. Deverido zrozumiał że ta
woda musi być jakimś eliksirem. Miskę z eliksirem miał na wyciągnięcie języka. Z trudem
podniósł delikatnie pysk i zaczał chłeptać. To było dobre. Wypił wszystko. Wstał. Oblizał miskę
i swój własny pysk. Rozciągnął sie i ziewną. Przypomniał sobie wczorajszą noc. Od razu jego
radość zniknęła i po chwili był smutny. Szedł z opuszczoną głową i uszami położonymi po sobie
do wyjścia. wyszedł z jaskini i wciągnął świeże wiosenne powietrze. Kątem oka zobaczył znany
dąb. Znaną ścierzkę. Znał je lecz nie wiedział skąd. Miał pustkę w głowie. Zapomniał którędy
biegł ostatniej nocy. Postanowił pójść ścieżką prowadzącą za jaskinię. Szedł uważając na
każdy krok. Gdy znalazł się za jaskinią zobaczył wilczyce koloru sztabki srebra. Była młoda
gdzieś w jego wieku. Roczna. Spostrzegł że była smukła i niska co czyniło ją zwinną. Miała
jastrzębie pióro uczepione za prawym uchem. Leżała nad jeziorkiem. Widać go nie spostrzegła.
Deverido podszedł, aby bliżej jej się przyjrzeć. Wilczyca zauważyła go i zaczeła warczeć:
- Wracaj do jaskini!
- Dlaczego?- spytał się
- Bo tu nie jest bezpiecznie.- jej ton nagle złagodniał- długo spałeś. cały tydzień. pierwszy
raz się używało mocy co?-skinął głową- Zdarza się że młode wilki tracą przytomność.
Deverido poszedł za wilczycą do jaskini w której spał przez tydzień. Wilczyca usiadła przy
ścianie.
- usiądź.- powiedziała i wilk wykonał polecenie.- jak się nazywasz?
- Deverido Asa, ale wszyscy mówią mi Deverido lub Dev.
- Ja jestem Tavira. Jestem z watahy wilków wiatru. Odpocznij tutaj i nie waż się wychodzić.
- Nie potrzebuje odpoczynku, Taviro. Czuję się bardzo dobrze.-powiedział.
- Chcesz czy nie chcesz i tak tutaj zostaniesz.- Tupnęła nogą i poszła.
Deverido wyskoczył z dotychczasowego miejsca i pognał za nią. Daleko nie dobiegł, gdyż uderzył
pyskiem o WEJŚCIE do jaskini. Jakaś siła nie pozwalała mu wyjść ze środka.
,, Powietrze''- pomyślał - ,, przecież ona tupnęła łapą po tym jak to powiedziała.''
Młody wilk przeleżał cały dzień na jednym miejscu. Wieczorem zaczął wyć tak głoś że nikt nie
mógł zasnąć. Żaden wilk nie przyszedł. Po godzinie wycia Deverido zasnął. Obudził się rano, a
ona stała przy wyjściu.
- Możesz już wyjść.- oznajmiła
- Już idę.- Powiedział i wyszedł
- Choć za mną.
Szedł za nią nie zważając na piękność przyrody. W końcu weszli na plac otoczony jaskiniami.
Na przeciwko nich była ta największa.Srebrna wilczyca przystanęła i uśmiechnęła się. Jaskinia
przywódcy Wilków Wiatru. Deverido patrzył na nią ze zdziwieniem, tak samo jak wilki na placu
patrzyły się na niego.
---------------------------------------------
takie teraz będą rozdziały!
obrazki z neta:
Tavira
,, Wracaj do jaskini ! ''

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz