wtorek, 29 lipca 2014

ROZDZIAŁ 10 Droga kota-starcie z lampartem śnieżnym

ROZDZIAŁ 10

Droga kota-starcie z lampartem śnieżnym


-ten kot jest zarazą.Roznosi chorobę zwaną 'wścieklicą'. Najpierw wilk dostaje gorączki i masowo
leje się z niego pot.Po tygodniu dany wilk staje się maszyną do zabijania. Nie czuje żadnych
uczuć, nikogo nie pamięta. Jego jedynym pragnieniem jest zabijanie.Oczywiście da się to uleczyć,
ale potrzebny będzie nam Kwiat Niksu- urwał i zauważył na tylnej łapie Deverida świeżą ranę- co
to jest?- wilk nie odpowiedział- Dobrze więc. Moje wilki zaraz zajmą się twoją raną. Mam do
was pytanie. Czy przynieśli byście mi ten kwiat?

-Tak, ale gdzie go można znaleźć?- spytał Growel

-Rośnie tylko w jednym jeziorze... Jeziorze Cienia... Te jezioro... jest na terytorium wilków
z watahy cienia. Wataha cienia... Oni są dość tajemniczy. Pilnują swego terytorium jak oka we
łbie. Ta podróż może być dość niebezpieczna.

-Damy sobie radę.-Powiedział biały wilk, a jego oczy zaświeciły na złoto. Po chwili jego rana zniknęła.

-Więc odpocznijcie. Pokażę wam wasze namioty- odpowiedział patrząc na Deverida.

Wilki potruchtały w stronę namiotów. W kilku namiotach spało kilka ostatnich wilków watahy czasu.
Gdy wszyscy zasnęli księżyc zaczął swą wędrówkę po granatowym niebie.

Ranek

Cały świat zaczął budzić się ze snu. Wilki czasu wstały pierwsze przez co Fares poinformował je
o przybyszach.Deverido i Growel wstali o 9:00.Wyszli ze swoich namiotów i zaczęli szykować się
do kolejnej podróży. Wkrótce wyruszyli. Długo szli przez las, aż zwęszyli trop innego wilka.
Tropili go przez godzinę lecz trop urwał się przy małym jeziorku. Kimkolwiek był ten wilk musiał
utonąć w jeziorze. Basiory ruszyły dalej. Wędrowali po wielu łąkach, lasach i kilku wyżynach.
Nadeszła trzecia noc podróży. Biały wilk znalazł idealne miejsce na tę noc. Skoczył na drzewo i
zniknął wśród konarów dębu. Po chwili czarny wilk ujrzał parę złotych oczu spoglądających na niego
z drzewa. Nim się obejrzał był na szczycie drzewa. Liscie ukrywały ich kryjówkę z góry, lecz nie
chroniły ich przed atakiem z powietrza. Zwinęli się w dwie kulki i zasnęli w blasku księżyca i
złotych gwiazd. Tej nocy Deverida nękał dziwny sen; wilk siedział na łące i czekał na swego 
przyjaciela. Nie spodziewał się niczego. Jego instynkt podpowiadał mu ostrzeżenie. Wilk go 
ignorował. Drwił z ostrzeżenia i czekał na czarnego wilka. Growel nie wracał. W końcu z krzaków
zaatakował lampart zabijając wilka...
Deverido obudził się jak oparzony. Był środek nocy. Swoim wrzaskiem obudził czarnego wilka:

- Co jest?!- powiedział ziewając.

- A nic, nic...- odpowiedział i oboje zasnęli. Przez kolejne pół nocy białemu śniła się
srebrno-szara Tavira.
   Wilki obudziły się o 5:00. Ruszyli w dalszą drogę. Wciąż szukając śladów watahy cienia wilki
pozwoliły sobie na polowanie. Poszli w zagajnik gdzie wywęszyli jelenia. Wytropili go i zabili.
Szybko zjedli zwierze zostawiając resztki dla wygłodniałych ptaków-padlinożerców. Truchtali
dalej przez las. Dopiero teraz uświadomili sobie że są obserwowani. Młode wilki odnalazły kilka
świeżych śladów lamparta. Stali się bardziej czujni. Szli dalej uważając na każdy krok swej łapy.
Właśnie minęła 9:00. Lampart jak do tej pory się nie pokazał. Wilki przestały się nim przejmować.
Biegli wcześniejszym tempem. Zapadał wieczór. Growel znalazł przytulną jaskinie i oboje zasneli.
Zbudzili się w południe. W ich jaskini były pozostawione ślady lamparta śnieżnego. Ich czujność
nagle wzrosła do maximum. okupowali jaskinię przez całe trzy dni. Ani śladu po kocie. Dali sobie
spokój i wyruszyli dalej. Przez całe południe biały wilk biegł tak jak zwykle-szybko. W popołudnie
zaczął słabnąć. Biegł powoli. Z trudem stawiał łapy. Nawet jego moce nie pomagały mu w szybkim
biegu. Wkrótce upadł.


--------------------------------------

nom trochę się tym namęczyłam :) miłego czytanka ;)

Uwaga zmiana!

uwaga zmieniam tło bloga. obrazek zamiast tytułu na razie zostaje, ale mam zamiar go zmienić. mam nadzieję że wam się spodoba :)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 9: mordercze tornado


Mordercze tornado


Wilki obudziły się wczesnym rankiem. Szli wolno w kierunku jeziorka. W powietrzu unosił się
zapach krwi. Nagle Growel zwęszył coś ciekawego. Szedł z pyskiem przy ziemi węsząc, a biały
wilk szedł za nim. Dziesięć minut marszu i aż ich zamurowało...
W leśnej polance trawa nabrała koloru szkarłatnego a na niej leżała wataha kruków... martwa
wataha kruków... 
 Deverido i Growel zwęszyli dziwny zapach... bardzo dziwny... lecz sam zapach nie był jedynym
śladem prowadzącym do mordercy... Wilki znalazły ogromne ślady. Drapieżnikiem nie był wilk czy
niedźwiedź... To było coś większego... coś o wiele gorszego... coś co nie pochodziło z tąd...
Odeszli od jeziora kruków bardziej czujni niż przedtem. Cały czas mieli wrażenie że stwór
ich obserwuje.

Minął tydzień...

Wilki coraz bardziej zbliżały się do terytorium watahy czasu. Mieli wrażenie że potwór ich 
obserwuje. W końcu zaatakował. Basiory szły wtedy ścieżką, gdy ten zeskoczył z drzewa łamiąc
olbrzymią gałąź. W jednej chwili ogromny lampart śnieżny rzucił się na wilki. Deverido został
ranny w prawą, tylną nogę.
 Przed atakiem zdezorientowany wilk zdołał zobaczyć tylko czerwone ślepia lamparta.
 Deverido i Growel ruszyli jak oparzeni. Mknęli przed siebie nie zważając po czym biegli. Po
dziesięciu minutach szaleńczego biegu wszelkie ślady wielkiego kota zniknęły. Wilki stanęły
obok siebie bokami. Deverido był odwrócony w stronę zachodu. Growel w stronę wschodnią. Oboje
byli przygotowani na ponowny atak szarżującej, czerwonookiej bestii zwanej 'lampartem śnieżnym'.

- Growel z tym kotem jest coś nie tak. Musimy uciekać- powiedział stanowczo biały wilk.

- Wiem to, ale honor nie pozwala nam się wycofywać.

Odczekali godzinę. Kociego wędrowca nadal nie było. Basiory zniechęcone dalszym czekaniem
postanowiły ruszyć dalej. Wilki nie wiedziały że lampart czaił się w krzakach. Zaatakował 
równocześnie zagradzając im drogę na zachód. Deverido i Growel z łatwością przeskoczyli 
napastnika. Wilk powietrza zaśmiał się z kota w biegu.
 Gnali szybciej niż przedtem i to... po DRZEWACH. Skakali z drzewa na drzewo jeszcze jakieś
20 minut, gdy ujrzeli polanę. Szybko zeskoczyli z drzew i pędzili przez nią. Gdy byli już w 
połowie drogi do następnego lasku ujrzeli biało-szarego wilka stojącego naprzeciw nich.
Zatrzymali się a wilk powęszył i powiedział:

-Nie zbliżajcie się do mnie!- cofnęli się- Tak lepiej. Jestem Fares z watahy czasu. Czego szukacie?

-Przysyła nas Derranus. Ponoć macie portal do świata ludzi.- powiedział Deverido

-Tak. Moja wataha ma ten portal lecz nie możecie wejść na ten teren.

-Dlaczego?-spytał Growel

-Lampart śnieżny.

-Wiemy o nim.- Odpowiedzieli

-Lecz nie wiecie o nim wszystkiego.

----------------------------------------------

ok. macie rozdzialik. w następnym dużo się dowiecie...

Obrazki:




Growel,Deverido i Fares












tak wyglądają lamparty śnieżne













Fares

poniedziałek, 14 lipca 2014

sobota, 5 lipca 2014

ROZDZIAŁ 8: wędrowiec


Wędrowiec

Alfa wiatru podszedł do stojącego jak słup wilka. Deverido cały czas trzymał naszyjnik w 
prawej łapie, a paszcze trzymał w jednej pozycji- rozdziawioną. Derranus szepnął mu na ucho:

- Wilki czasu mają portal do świata ludzi. Będąc w tym świecie nasze moce słabo działają, więc
kiedy już tam będziesz, będziesz musiał bardziej skupić się nad swoją mocą, a jeżeli zgubisz
amulet- nie martw się. Ty i perła się do siebie przyciągacie.- powiedział i poszedł, ale 
zatrzymał się będąc przy swojej jaskini- Odpocznij. Podróż zaczynasz jutro w południe.

***

Następnego ranka Deverido wyszedł podenerwowany z jaskini. Szybko poszedł na polowanie. 
upolował małego jelonka i zjadł go. Nim się obejrzał było już południe. Potruchtał do jaskini
Alfy. Derranus siedział na swoim 'tronie' z lodu i rzekł:

- Jeśli zdążyłeś zauważyć portal do świata ludzi mają wilki czasu. Ich Alfą jest Fares. Mój
dobry znajomy. Gdy go spotkasz powiedz mu że przysyła cię Derranus. Lecz zanim to nastąpi
czeka cię około tygodniowa podróż. W wędrówce towarzyszyć będzie ci Growel.- powiedział, a do
jaskini wszedł czarny basior i usiadł przy Deveridzie.-kierujcie się na zachód i odnajdźcie
watahę wilków wiatru.

Wilki wyszły z jaskini. Szły w kierunku zachodu przez pełny zajętych wilków wiatru. Żaden z
nich nie zwrócił uwagi na białego wilka z czarnym paskiem na grzbiecie i czarnego wilka z 
gdzie, nie gdzie białymi paskami sierści. Około trzy letni czarny wilk szedł z wdziękiem i po
chwili puścił się biegiem w las. Deverido uczynił to co jego towarzysz. Biegli już kilka 
godzin. Przez dziesięć minut wilkom towarzyszyła Tavira, lecz zawróciła usłyszawszy od 
Deverida, że tak będzie dla niej lepiej.
  Zmęczeni urządzili odpoczynek przy Jeziorze Czarnych Kruków. Leżeli kilka minut na trawie, a
gdy weszli do wody by się ochłodzić przyleciała chmara czarnych kruków. Krakanie nie dawało im
się dobrze wykąpać, lecz gdy zirytowany Growel zabił jednego z nich natychmiast nastała cisza.
  Dwa basiory ruszyły na polowanie. Deverido szybko wywęszył zagubioną sarnę, zabił i obaj 
zjedli. Po posiłku kości wyrzucili do jeziora (co całkiem odgoniło watahę kruków) i za 
ocenieniem pory dnia znaleźli sobie dwie małe nory i poszli spać. 
  Księżyc był w pełni. Krakanie kruków zniknęło z powierzchni jeziora, lecz nie zlikwidowało
ich obecności wśród basenu wodnego. Co kilka chwil słychać było trzask cieniutkiej gałązki.
Wrażliwe uszy Deverida nie mogły zasnąć w takim 'hałasie'. W pewnej chwili wszystko ucichło
tak jakby coś zeżarło całą ptasią bandę.


--------------------

ok rozdział jest według mnie w porzo, ale sami ocencie


obrazki:

Growel





















Kruki

środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ 7: zagubione zło

ZAGUBIONE ZŁO


Po tych słowach jego czarne oczy zaświeciły się na złoto, 'blizna' na łapie zaświeciła się i
lekko za szczypała, a perła zaświeciła. Światło perły na złotym łańcuchu było tak silne że
oślepiło każdego wilka zgromadzonego na placu prócz Deverida. Perła świeciła kilkadziesiąt
sekund i... zgasła, a na niej nie pojawiła się ani jedna mała literka. Oczy i rana wilka po 
chwili wróciły do normy.

- N-n-nie... N-nie r-rozumiem-m...- jęknął Deverido- D-dlaczego to nie zadziałało?- nagle się
otrząsnął i to mówiąc obrócił się w kierunku Derranusa, który szedł w jego stronę.

- Nie wiem. Może dlatego że jest tu za dużo wilków. Musimy rozważyć wszystkie opcje. Spróbuj
jeszcze raz zapytać amulet. Może potrzeba wprawy.

- Dobrze. - powiedział, a Derranus cofnął się do poprzedniej pozycji. Deverido ponownie wziął
lekko różową perłę, będącą częścią jego naszyjnika, w łapy i powiedział:

- Gdzie jest mój cel?- sytuacja się powtórzyła. Spróbował jeszcze kilka razy lecz to nie
dało żadnego z oczekiwanych efektów. W końcu gdy znikąd pojawiła się noc wilk Alfa watahy
wiatru ogłosił:

- Proszę się rozejść. Nie ma u nic ciekawego do oglądania.- Lecz gdy wszystkie wilki wiatru
odeszły do swych jaskiń zmożone snem, Derranus powiedział do Deverida:

- Spróbuj teraz. Na placu zostaliśmy tylko my. Jeśli to nic nie da spróbujemy na Gahhae.

- Mam nadzieję że nie będę musiał łazić po łąkach.- zachichotał

Znów jego czarne oczy zaświeciły się na złoto, 'blizna' na łapie zaświeciła się lecz już nie 
szczypnęła, a perła zaświeciła. Zgasła. Na placu zaczęły świecić świetliki. Na niej pojawiać zaczynał się jakiś napis. Deverido aż wytrzeszczył oczy ze zaskoczenia. Na małej perle zawieszonej u szyi wilka widniał napis:


,,ŚWIAT LUDZI...''

  
--------------------

wyjątkowo krótki rozdział, ale jest to spowodowane moim ' wyczuciem czasu'.
polecam blogi:

http://historie-wilkow.blog.onet.pl/
http://wilki-z-alhaim.blog.onet.pl/
http://luka-owczarekniemiecki.blogspot.com/         jeśli były powtórki to sory.

obrazki:


świetliki pojawiające się na placu.

LISTA blogów

zapraszam na ,,LISTĘ blogów'' w której znajdziecie wszystkie moje blogi o magicznych i zwyczajnych stworzeniach. tutaj link:

http://biala-wilczyca-lista-blogow.blogspot.com/p/lista-blogow.html

wtorek, 1 lipca 2014

ROZDZIAŁ 6


Derranus


Wilki weszły do jaskini ich przywódcy. Szli przez labirynt. Tavira mówiła że labirynt jest
dla bezpieczeństwa Alfy. Deverido i Tavira przechodzili przez niego 5 minut aż doszli do 
ogromnego pomieszczenia na którego końcu zasiadał na swym tronie Alfa watahy. Tavira 
szturchnęła Deverida łokciem, aby ten zachowywał się jak należy i powoli doszli do wodza.
W świetle kryształowego lodu (było z niego to pomieszczenie) Tavira wyglądała rok stażej.
Deverido w końcu zrozumiał jej mądrość. Było to spowodowane wiekiem. Dwuletnia wilczyca
ukłoniła się. Deverido stał jak słup.Szturchnęła go. Ukłonił się, a wilk przemówił:

- Witaj Taviro. Kto to?

- On nazywa sie Deverido Asa. Zgodnie z legendą on ma pokonać dziewięciu złośliwych.

- c-co?!- szepnął Deverido, ale Tavira uciszyła go wzrokiem.

- Możesz już iść Taviro.

- Tak jest.- i odeszła.

- Ja jestem Derranus. Jestem przywódca watahy Wiatru. Widać 500 km nie było dla ciebie 
problemem. Naris wiedział, że tutaj przyjdziesz. Dał mi amulet, który ty będziesz nosił.
Ten amulet nie jest zwykłym amuletem. On wskarze ci drogę do dziewieciu braci.

- Kim oni są?- zapytał zaciekawiony Deverido, a Derranus opowiedział mu legendę (u was prolog),
którą wilk słuchał z większą ciekawością niż zdziwieniem.

- Tak więc- kontynuował Derranus - ty jesteś wybrańcem. Tym który uchroni nas od zła. Przez
najbliższe dwa lata moja wataha będzie przygotowywała cię, wilka o legendarnej i nieskończonej
mocy do długo trwałej walki. Twój ojciec był moim dobrym przyjacielem i prosił mnie o to przed
szukaniem kryjówki dla ciebie.- powiedział, a ostatnie zdanie wydawało się smutne.- po 
przeszkoleniu będziesz wędrował gdzie wskaże ci medalion i pozabijasz ich zanim oni pozabijają
nas. Zrozumiałeś?

- Tak.

- Więc trening i naukę zaczynamy od jutra.

Następnego  dnia Tavira dzieliła się z nim swoją wiedzą, kulturą,uczyła polowań i walki.
Derranus natomiast pokazywał mu różne sztuczki, uczył przetrwania na własną rękę, skradania
się i jak dobrze zarządzać watahą. Po kilku tygodniach Tavira i Deverido zbliżyli się do 
siebie, a po roku byli parą... W końcu gdy 2 lata spokojnie mijały Derranus zaczął dawać im
więcej wolnego czasu aż zaprzestali nauki. Dwa lata temu Deverido był nic nie wiedzącym
prawie dorosłym wilkiem, ale teraz był dorosłym, wysportowanym i mądrym wilkiem. Zmienił się
nie do poznania. Gdy nadszedł dzień podróży Durranus dał mu jego amulet. Była to perła
w okół której owinięte były złote druciki które trzymały perłę na złotym łańcuszku. Wilk 
założył perłę na szyję i powiedział trzymając ją w prawej łapie:

-gdzie on jest? gdzie jest pierwszy z Dziewięciu?


---------------------------------------
dzięki za przeczytanie. ogłaszam że jutro powstanie blog ,, lista blogów''.
Będą tam wszystkie moje blogi o magicznych wilkach. Podzielone zostaną na:
-W trakcie
-Porzucone lub zawieszone
-Skończone
to tyle pa ;*

obrazki:
Derranus













Wejście do jaskini Derranusa



poniedziałek, 30 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 5

Srebro


Wilk powoli się rozbudzał. Otworzył oczy i ze zdziwieniem stwierdził że znajduje się w 
jaskini. Słońce świeciło mocno, a on nie mógł nawet unieść łba aby sprawdzić gdzie dokładnie
się znajduje i co się stało. Obok niego była miska z jakąś dziwną lekko fioletową wodą. Jego
ojciec Naris zawsze majstrował coś z wodą i jakimiś składnikami. Deverido zrozumiał że ta 
woda musi być jakimś eliksirem. Miskę z eliksirem miał na wyciągnięcie języka. Z trudem 
podniósł delikatnie pysk i zaczał chłeptać. To było dobre. Wypił wszystko. Wstał. Oblizał miskę
i swój własny pysk. Rozciągnął sie i ziewną. Przypomniał sobie wczorajszą noc. Od razu jego
radość zniknęła i po chwili był smutny. Szedł z opuszczoną głową i uszami położonymi po sobie
do wyjścia. wyszedł z jaskini i wciągnął świeże wiosenne powietrze. Kątem oka zobaczył znany
dąb. Znaną ścierzkę. Znał je lecz nie wiedział skąd. Miał pustkę w głowie. Zapomniał którędy
biegł ostatniej nocy. Postanowił pójść ścieżką prowadzącą za jaskinię. Szedł uważając na 
każdy krok. Gdy znalazł się za jaskinią zobaczył wilczyce koloru sztabki srebra. Była młoda
gdzieś w jego wieku. Roczna. Spostrzegł że była smukła i niska co czyniło ją zwinną. Miała
jastrzębie pióro uczepione za prawym uchem. Leżała nad jeziorkiem. Widać go nie spostrzegła.
Deverido podszedł, aby bliżej jej się przyjrzeć. Wilczyca zauważyła go i zaczeła warczeć:

- Wracaj do jaskini!

- Dlaczego?- spytał się

- Bo tu nie jest bezpiecznie.- jej ton nagle złagodniał- długo spałeś. cały tydzień. pierwszy
raz się używało mocy co?-skinął głową- Zdarza się że młode wilki tracą przytomność.

Deverido poszedł za wilczycą do jaskini w której spał przez tydzień. Wilczyca usiadła przy
ścianie.

- usiądź.- powiedziała i wilk wykonał polecenie.- jak się nazywasz?

- Deverido Asa, ale wszyscy mówią mi Deverido lub Dev.

- Ja jestem Tavira. Jestem z watahy wilków wiatru. Odpocznij tutaj i nie waż się wychodzić.

- Nie potrzebuje odpoczynku, Taviro. Czuję się bardzo dobrze.-powiedział.

- Chcesz czy nie chcesz i tak tutaj zostaniesz.- Tupnęła nogą i poszła.

Deverido wyskoczył z dotychczasowego miejsca i pognał za nią. Daleko nie dobiegł, gdyż uderzył
pyskiem o WEJŚCIE do jaskini. Jakaś siła nie pozwalała mu wyjść ze środka. 
,, Powietrze''- pomyślał - ,, przecież ona tupnęła łapą po tym jak to powiedziała.''
Młody wilk przeleżał cały dzień na jednym miejscu. Wieczorem zaczął wyć tak głoś że nikt nie
mógł zasnąć. Żaden wilk nie przyszedł. Po godzinie wycia Deverido zasnął. Obudził się rano, a
ona stała przy wyjściu.

- Możesz już wyjść.- oznajmiła

- Już idę.- Powiedział i wyszedł

- Choć za mną.

Szedł za nią nie zważając na piękność przyrody. W końcu weszli na plac otoczony jaskiniami.
Na przeciwko nich była ta największa.Srebrna wilczyca przystanęła i uśmiechnęła się. Jaskinia
przywódcy Wilków Wiatru. Deverido patrzył na nią ze zdziwieniem, tak samo jak wilki na placu
patrzyły się na niego.

---------------------------------------------
takie teraz będą rozdziały!
obrazki z neta:

Tavira



,, Wracaj do jaskini ! ''








piątek, 27 czerwca 2014

fotka

całkiem zapomniałam o focie do poprzedniego rozdziału. oto ona:





















obowiązuje zakaz kopiowania! don't copy!

ROZDZIAŁ 4

ogromne To i...

Wilczek usłyszał ciężkie dyszenie. Czuł Wściegłość jaką posiadało To. To z pewnością wyczuło 
jego strach, ale mimo to nie zaatakowało. To czekało na odpowiedni moment. I ten moment nastał.
Deverido oddalał się uważając na każdy krok. Nagle To siedzace do tej pory na czterech dużych
łapach w krzakach- wstało. Mały ujrzał wielkiego, czarnego i masywnego potwora.

-NIEWOBRAŻALNA POTĘGA!- ryknęło To i zamachnęło się.

Tłuścioch o małej główce i czerwonych oczach zaatakował poddajacego się wilka ogromnymi 
pazurami. Przeszył małemu cały bok. Deverido zawył. W tej chwili na to rzucił się Naris.
Podczas gdy mały wilk jęczał z bólu i zwijał sie w kłębek dwa wilki próbowały ugryźć To.
w końcu Naris krzyknął:

- Deverido uciekaj!- mały piszczał- MASZ UCIEKAĆ I TO JUŻ!- o dziwo mały go posłuchał.
Z nadwyrężoną łapą i krwawiącym całym prawym bokiem Deverido uciekł w głębinę lasu. 
Nagle zaczął padać deszcz. Prawie dorosłe szczenie biegło przełamując ból lecz nie 
przełamujac strachu. Biegł, biegł i truchtał. Wszystkie drzewa, wszystkie nocne stworzonka
były dla niego złymi potworami. Sowa zagrała swą melodię. Znów biegł.Jego czarne oczy świeciły
na złoto.Nigdy w życiu tegonie robił. Nigdy nie biegł aż tak szybko. Pędził z prędkościa 
światła a 'blizna' pod prawą łapą zaczeła piec, ale nie z powodu biegu. On UŻYWAŁ mocy. Tak, 
on używał mocy i to bez amuletu! rzecz której żaden wilk nie dokonał od milionów lat. No z 
wyjatkiem zjednoczenia mocy dziesieciu braci trzysta lat temu. Deverido biegł przez lasy, 
zarośla, polany i jeziora.Rana krwawiła lecz on nie czuł bulu. Łapa bolała lecz on tego nie 
czuł. Nie męczył się. Po prostu biegł jak gdyby nigdy nic. Zaczęło świtać. Las w zachodniej
części Krainy Magii bódził sie do życia. Wszelakie ptactwo zaczęło śpiewać, a jelenie, zające
i inne stworzonka zaczeły swój spacer. Moce wilków Nocy zaczeły ustępować. Deverido słabł.
Nie biegł już strasznie szybko, a właściwie ledwo co szedł. Utykał na jednej łapie. Pieczenie
i świecenie blizny ustało. Oczy znów były czarne. Cały prawy bok znów zaczynał boleć. Każdy kolejny krok kosztował
go cierpienie. Doszedł do ogromnego drzewa za którym widać było małą norę, upadł i zemdlał.

----------------------------------
mam nadzieję ze wam się bardzo spodobał. sama sie zaskoczyłam gdy przeczytałam to pierwszy raz od czasu pisania :)

lecz nie zapominajmy o wakacjach. dziś jest przecież  koniec roku szkolnego!
oto kilka bonusów:


miłego słuchania!

ROZDZIAŁ 3

auuu!



Gdy młody Deverido miał już ponad rok cały świat nabierał innych barw. Wilk nie chciał już 
siedzieć całymi dniami z rodzinką na polanie. Starał się wychwycić każdy argument, aby tylko
wyjść poza polanę. Udało mu sie to tylko jeden raz. Był ciepły, letni dzień. Ojciec wybierał
sie właśnie na polowanie. Nie, nie na zwykłego zająca. Dziś był ten dzień. Dziś był dzień 
w którym każdy zajadał się smakowitym mięsem jelenia. Gdy Naris już szedł młody zaczepił go:

- Pozwól mi iśc z tobą. proszę!

- Nie. Znasz zasady. Ja poluję.

- Chcę się nauczyć polować. Jeżeli będziesz np. chory ja będę mógł cię zastąpić!

- Wykluczone. to ma sie w genach, a tak w ogóle to jesteś za młody!

- OJCIEC! DAJ MI ŻYC!!!

- Nie dosyć że... ah... zostań tu.- powiedział lekko zasmucony. po chwili przyszła Laita:

- Co u sie wyprawia?!- powiedziała

- Naris nie chce mnie wziąźć na polowanie...- powiedział Deverido i zrobił '5 złotowe' oczy.

- TYLKO nie Naris!- wrzasnął ojciec.

- weź go. Jak raz pójdzie to go nie znajdą, nie?

- Ahh... Raczej nie...- powiedział Naris- Mogę go wziąźć ale tylko JEDEN RAZ.

- I wszyscy szczęśliwi!- zaśmiała się Laita.

- Wszyscy. Wszyscy. Jak nas nie pozabijają...- powiedzział bezgłośnie Naris.

Po chwili Naris i Deverido byli w lasku. Skradali sie bezszelestnie to jelenia pasącego
się w pobliżu. Gdy byli już na tyle by skok mógł się udać, Naris szepnął:

- ty tutaj zostań. Patrz i ucz się.- Jednym ruchem Naris wisiał zwierzęciu u szyji. Jeleń
próbował go zepchnąć z siebie, ale nie udało mu się. Wierzgał jak nigdy. Wtem Deverido
także spróbował szczęścia- rzucił sie zwierzęciu na kark. Wbił swe ostre nigdy nie używane
kły w grzbiet jelenia. Kopytny zawył z bólu i zrzucił wilka z siebie. Młody walnął o drzewo
i runął na ziemię. Nie zważając na to, że srasznie bolała go noga skoczył ku zemście.Ponownie
skoczył mu na kark mocno zasiskając szczęki na górnej szyji. Zwierze padło mając na sobie dwa
drapieżniki. 

-świetna robota Deverido. Tylko dlaczego mnie nie posłuchałeś?!

-no bo...

-ah dobra przestań trzeba to zanieść do jaskini. Tylko ani słowa Laicie

-ok.- jak powiedzieli tak zrobili. Kilkanaście minut zajęło im ciągnięcie około półtonowego
jelenia. Gdy doszli do polanki byli tak zmęczeni że od razu padli na miękką trawę zawierającą
rosę. Laita pokiwała głową i sama zajęła sie jeleniem. Szybko zatargała go do jaskini po
czym zaczęła sie nim objadać. Wilki doszły do siebie dopiero po godzinie, lecz wtedy zostały
im tylko 2/5 (ułamek) jelenia. Zjedli szybko i zasnęli. O północy gdy księżyc jasno świecił
Deverida zbudziły dziwne dźwięki i nietypowy zapach. Podszedł do krzaka w którym siedziało To.
-----------------------------
rozdział trochę do d** i miała być akcja, ale się przeliczyłam. w następnym rozdziale będzie lepiej.  a teraz obiecane fotki:
Laita: 





















i Naris:

czwartek, 26 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 2

Miejsce zaciszne



 W pewnej jamie przy potoku młoda wilczyca leży ze swym kilku godzinnym synem w prawym boku

 jaskini. Oglądają razem zachód słońca i czekają na ojca szczenięcia. Białe szczenie z czarnym
paskiem na grzbiecie bez przerwy popiskuje i łazi matce a to po grzbiecie, a to po łapach.
 Wkrótce ojciec wszedł do jaskini targając ze sobą upolowanego jelenia. Położył go przy
matce i zapytał:

- mogę zobaczyć naszego malucha?


- ależ oczywiście Narisie. - to mówiąc wyciągnęła szczenie z gęstego futra.-Nazwiemy go 

Deverido Asa.

- trochę dziwne imię... ale mniejsza. Laito, musimy go ukryć. To szczenie z przepowiedni. 

Jeśli źli bracia też się odrodzą mogą go zabić. - powiedział poważnie.

- ale dlaczego teraz? przecież jeśli się odrodzą będą szczeniętami. tak?- fochnęła sie.


- Laita nie rozumiesz. Mogą go dopaść inni bo jeśli on się narodził jednoczenie mocy jest

możliwe gdy poświęci się zdrajcę.

- ale skąd ty to wiesz? Naris!


- wyjaśnię ci to kiedy indziej, kochanie. Teraz trzeba ukryć wilczka.



Brązowy wilk z białymi uszyma i BLOND wilczyca szybko zjedli upolowanego jelenia, schowali 

koscii wyruszyli szukać nowego miejsca zamieszkania. Z dala od wilczej cywilizacji. biegli 
trzy dni, trzy noce i trzy godziny, ale znaleźli idealne miejsce. Zaciszne miejsce blisko 
wodospadu z dobrze ukrytą jaskinią, ogromnymi drzewami liściastymi i wieloma gigantycznymi
krzewami torującymi wejście na małą polankę. Dla pewności, że nikt ich nie odnajdzie Naris,
wilk ziemi swoimi mocami zwiększył zarośla i spowodował, że gałęzie na drzewach wydłużyły się,
a liście zwiększyły. Słońce prawie nie miało dostępu do małej polany z zamaskowaną jaskinią.
światło było tam prawie zielone. Gdy maluch trochę podrósł bawił sie na polance ganiając
motyle, a nawet jeśli szczęście mu dopisało złapał wróbla. Narisowi i Laicie to miejsce
także się podobało. Codziennie naris przynosił do domu trzy tłuste zające, a co tydzień
wielkiego, tłustego i baaardzo smacznego jelenia.


-----------------------

ok ten rozdział skończony :)  mam nadzieję że się wam podoba w następnej notce będzie AKCJA. jeśli pojawią się jakieś błędy to sorry, ale nie chce mi się poprawiać ;) a teraz zdjęcie Deverida:
prosze o nie kopiowanie!!!zdjęcie Narisa i Laity dodam w następnym rozdziale bo jeszcze ich nie narysowałam :(

Polecam!

http://magia-wilkow-historia.blog.onet.pl/  (mój ulubiony)

http://tajemnice-wilkow.blog.onet.pl/
http://wyspa-wilkow.blog.onet.pl/
http://magia-smoki-zycie.blog.onet.pl/
http://wataha-quiertow.blog.onet.pl/page/2/
http://wilczyca-mroku.blog.onet.pl/

http://wataha-mroczno-krwista.blogspot.com/ (mój ulubiony)

http://magicznewilkihistorie.blox.pl/html
http://magicznewilkiopowiadania.blox.pl/html

ROZDZIAŁ 1

prolog



 dawno dawno temu w krainie do której zaden człowiek nie znał wejścia wilki żyły w zgodzie. 

Pewnego dnia wszystko co dobre miało się zmienić. Dziesięć braci chciało zjednoczyć swa moc,
by zawładnąc Krainą Magii. Podobno to ludzie zmącili im w głowach. 
 Zebrali się na polu [które dziś nosi nazwę Gahhae], aby tam ich amulety osiągnęły niewiary-
godną potęgę. Zbliżała się bezchmurna noc. ich czerwone oczy odstraszały nawet 
najdzielniejszych. Nikt nie mógł im przeszkodzić. Ustawili się w krąg. Szeptali jakieś
niezrozumiałe słowa. Ich medaliony coraz mocniej świeciły na czerwono. Szeptali coraz 
głośniej. Szept zamienił się w ciąg szybkich słów. Ich amulety wybuchły, a pod poduszkami
ich prawych łap pojawiła się blizna z trzema kropkami. Każdy z nich podniósł swe łapy wysoko,
a potem uderzył mocno o ziemię. Niebo poczerniało. Czerwony piorun uderzył w środek kręgu.
Czar sie udał. Teraz są najpotężniejszymi wilkami jakie dotychczas były. Teraz zostaje im 
podporządkowanie sobie innych watah i innych stworzeń. Władza nad Krainą Magii.
 Następnego dnia zaplanowali atak na pierwszą watahę. Nie wiedzieli że jeden z ich braci 
w nocy wykonał rytuał odebrania mocy. Oddał własną moc i moc ich braci za zakazanie zjednoczeń
mocy. Polegało to na tym że za każdą próbę zjednoczenia mocy wilki które w tym uczestniczą 
oddają życie. Gdy pozostali szykowali sie do ataku on udał że jest chory. Wilki poszły po 
śmierć, a on znikną w lesie. Ponoć tysiące lat po tym wydarzeniu pozostali wilczy bracia
powrócą wypełniając zjednoczenie mocy, a zlo powróci. Tylko jeden wilk zdoła ich powstrzymać.
Biały, czarny-pas.



mam nadzieję że wam sie spodoba.  już wkrótce 1 rozdział :)