wtorek, 29 lipca 2014

ROZDZIAŁ 10 Droga kota-starcie z lampartem śnieżnym

ROZDZIAŁ 10

Droga kota-starcie z lampartem śnieżnym


-ten kot jest zarazą.Roznosi chorobę zwaną 'wścieklicą'. Najpierw wilk dostaje gorączki i masowo
leje się z niego pot.Po tygodniu dany wilk staje się maszyną do zabijania. Nie czuje żadnych
uczuć, nikogo nie pamięta. Jego jedynym pragnieniem jest zabijanie.Oczywiście da się to uleczyć,
ale potrzebny będzie nam Kwiat Niksu- urwał i zauważył na tylnej łapie Deverida świeżą ranę- co
to jest?- wilk nie odpowiedział- Dobrze więc. Moje wilki zaraz zajmą się twoją raną. Mam do
was pytanie. Czy przynieśli byście mi ten kwiat?

-Tak, ale gdzie go można znaleźć?- spytał Growel

-Rośnie tylko w jednym jeziorze... Jeziorze Cienia... Te jezioro... jest na terytorium wilków
z watahy cienia. Wataha cienia... Oni są dość tajemniczy. Pilnują swego terytorium jak oka we
łbie. Ta podróż może być dość niebezpieczna.

-Damy sobie radę.-Powiedział biały wilk, a jego oczy zaświeciły na złoto. Po chwili jego rana zniknęła.

-Więc odpocznijcie. Pokażę wam wasze namioty- odpowiedział patrząc na Deverida.

Wilki potruchtały w stronę namiotów. W kilku namiotach spało kilka ostatnich wilków watahy czasu.
Gdy wszyscy zasnęli księżyc zaczął swą wędrówkę po granatowym niebie.

Ranek

Cały świat zaczął budzić się ze snu. Wilki czasu wstały pierwsze przez co Fares poinformował je
o przybyszach.Deverido i Growel wstali o 9:00.Wyszli ze swoich namiotów i zaczęli szykować się
do kolejnej podróży. Wkrótce wyruszyli. Długo szli przez las, aż zwęszyli trop innego wilka.
Tropili go przez godzinę lecz trop urwał się przy małym jeziorku. Kimkolwiek był ten wilk musiał
utonąć w jeziorze. Basiory ruszyły dalej. Wędrowali po wielu łąkach, lasach i kilku wyżynach.
Nadeszła trzecia noc podróży. Biały wilk znalazł idealne miejsce na tę noc. Skoczył na drzewo i
zniknął wśród konarów dębu. Po chwili czarny wilk ujrzał parę złotych oczu spoglądających na niego
z drzewa. Nim się obejrzał był na szczycie drzewa. Liscie ukrywały ich kryjówkę z góry, lecz nie
chroniły ich przed atakiem z powietrza. Zwinęli się w dwie kulki i zasnęli w blasku księżyca i
złotych gwiazd. Tej nocy Deverida nękał dziwny sen; wilk siedział na łące i czekał na swego 
przyjaciela. Nie spodziewał się niczego. Jego instynkt podpowiadał mu ostrzeżenie. Wilk go 
ignorował. Drwił z ostrzeżenia i czekał na czarnego wilka. Growel nie wracał. W końcu z krzaków
zaatakował lampart zabijając wilka...
Deverido obudził się jak oparzony. Był środek nocy. Swoim wrzaskiem obudził czarnego wilka:

- Co jest?!- powiedział ziewając.

- A nic, nic...- odpowiedział i oboje zasnęli. Przez kolejne pół nocy białemu śniła się
srebrno-szara Tavira.
   Wilki obudziły się o 5:00. Ruszyli w dalszą drogę. Wciąż szukając śladów watahy cienia wilki
pozwoliły sobie na polowanie. Poszli w zagajnik gdzie wywęszyli jelenia. Wytropili go i zabili.
Szybko zjedli zwierze zostawiając resztki dla wygłodniałych ptaków-padlinożerców. Truchtali
dalej przez las. Dopiero teraz uświadomili sobie że są obserwowani. Młode wilki odnalazły kilka
świeżych śladów lamparta. Stali się bardziej czujni. Szli dalej uważając na każdy krok swej łapy.
Właśnie minęła 9:00. Lampart jak do tej pory się nie pokazał. Wilki przestały się nim przejmować.
Biegli wcześniejszym tempem. Zapadał wieczór. Growel znalazł przytulną jaskinie i oboje zasneli.
Zbudzili się w południe. W ich jaskini były pozostawione ślady lamparta śnieżnego. Ich czujność
nagle wzrosła do maximum. okupowali jaskinię przez całe trzy dni. Ani śladu po kocie. Dali sobie
spokój i wyruszyli dalej. Przez całe południe biały wilk biegł tak jak zwykle-szybko. W popołudnie
zaczął słabnąć. Biegł powoli. Z trudem stawiał łapy. Nawet jego moce nie pomagały mu w szybkim
biegu. Wkrótce upadł.


--------------------------------------

nom trochę się tym namęczyłam :) miłego czytanka ;)

Uwaga zmiana!

uwaga zmieniam tło bloga. obrazek zamiast tytułu na razie zostaje, ale mam zamiar go zmienić. mam nadzieję że wam się spodoba :)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 9: mordercze tornado


Mordercze tornado


Wilki obudziły się wczesnym rankiem. Szli wolno w kierunku jeziorka. W powietrzu unosił się
zapach krwi. Nagle Growel zwęszył coś ciekawego. Szedł z pyskiem przy ziemi węsząc, a biały
wilk szedł za nim. Dziesięć minut marszu i aż ich zamurowało...
W leśnej polance trawa nabrała koloru szkarłatnego a na niej leżała wataha kruków... martwa
wataha kruków... 
 Deverido i Growel zwęszyli dziwny zapach... bardzo dziwny... lecz sam zapach nie był jedynym
śladem prowadzącym do mordercy... Wilki znalazły ogromne ślady. Drapieżnikiem nie był wilk czy
niedźwiedź... To było coś większego... coś o wiele gorszego... coś co nie pochodziło z tąd...
Odeszli od jeziora kruków bardziej czujni niż przedtem. Cały czas mieli wrażenie że stwór
ich obserwuje.

Minął tydzień...

Wilki coraz bardziej zbliżały się do terytorium watahy czasu. Mieli wrażenie że potwór ich 
obserwuje. W końcu zaatakował. Basiory szły wtedy ścieżką, gdy ten zeskoczył z drzewa łamiąc
olbrzymią gałąź. W jednej chwili ogromny lampart śnieżny rzucił się na wilki. Deverido został
ranny w prawą, tylną nogę.
 Przed atakiem zdezorientowany wilk zdołał zobaczyć tylko czerwone ślepia lamparta.
 Deverido i Growel ruszyli jak oparzeni. Mknęli przed siebie nie zważając po czym biegli. Po
dziesięciu minutach szaleńczego biegu wszelkie ślady wielkiego kota zniknęły. Wilki stanęły
obok siebie bokami. Deverido był odwrócony w stronę zachodu. Growel w stronę wschodnią. Oboje
byli przygotowani na ponowny atak szarżującej, czerwonookiej bestii zwanej 'lampartem śnieżnym'.

- Growel z tym kotem jest coś nie tak. Musimy uciekać- powiedział stanowczo biały wilk.

- Wiem to, ale honor nie pozwala nam się wycofywać.

Odczekali godzinę. Kociego wędrowca nadal nie było. Basiory zniechęcone dalszym czekaniem
postanowiły ruszyć dalej. Wilki nie wiedziały że lampart czaił się w krzakach. Zaatakował 
równocześnie zagradzając im drogę na zachód. Deverido i Growel z łatwością przeskoczyli 
napastnika. Wilk powietrza zaśmiał się z kota w biegu.
 Gnali szybciej niż przedtem i to... po DRZEWACH. Skakali z drzewa na drzewo jeszcze jakieś
20 minut, gdy ujrzeli polanę. Szybko zeskoczyli z drzew i pędzili przez nią. Gdy byli już w 
połowie drogi do następnego lasku ujrzeli biało-szarego wilka stojącego naprzeciw nich.
Zatrzymali się a wilk powęszył i powiedział:

-Nie zbliżajcie się do mnie!- cofnęli się- Tak lepiej. Jestem Fares z watahy czasu. Czego szukacie?

-Przysyła nas Derranus. Ponoć macie portal do świata ludzi.- powiedział Deverido

-Tak. Moja wataha ma ten portal lecz nie możecie wejść na ten teren.

-Dlaczego?-spytał Growel

-Lampart śnieżny.

-Wiemy o nim.- Odpowiedzieli

-Lecz nie wiecie o nim wszystkiego.

----------------------------------------------

ok. macie rozdzialik. w następnym dużo się dowiecie...

Obrazki:




Growel,Deverido i Fares












tak wyglądają lamparty śnieżne













Fares

poniedziałek, 14 lipca 2014

sobota, 5 lipca 2014

ROZDZIAŁ 8: wędrowiec


Wędrowiec

Alfa wiatru podszedł do stojącego jak słup wilka. Deverido cały czas trzymał naszyjnik w 
prawej łapie, a paszcze trzymał w jednej pozycji- rozdziawioną. Derranus szepnął mu na ucho:

- Wilki czasu mają portal do świata ludzi. Będąc w tym świecie nasze moce słabo działają, więc
kiedy już tam będziesz, będziesz musiał bardziej skupić się nad swoją mocą, a jeżeli zgubisz
amulet- nie martw się. Ty i perła się do siebie przyciągacie.- powiedział i poszedł, ale 
zatrzymał się będąc przy swojej jaskini- Odpocznij. Podróż zaczynasz jutro w południe.

***

Następnego ranka Deverido wyszedł podenerwowany z jaskini. Szybko poszedł na polowanie. 
upolował małego jelonka i zjadł go. Nim się obejrzał było już południe. Potruchtał do jaskini
Alfy. Derranus siedział na swoim 'tronie' z lodu i rzekł:

- Jeśli zdążyłeś zauważyć portal do świata ludzi mają wilki czasu. Ich Alfą jest Fares. Mój
dobry znajomy. Gdy go spotkasz powiedz mu że przysyła cię Derranus. Lecz zanim to nastąpi
czeka cię około tygodniowa podróż. W wędrówce towarzyszyć będzie ci Growel.- powiedział, a do
jaskini wszedł czarny basior i usiadł przy Deveridzie.-kierujcie się na zachód i odnajdźcie
watahę wilków wiatru.

Wilki wyszły z jaskini. Szły w kierunku zachodu przez pełny zajętych wilków wiatru. Żaden z
nich nie zwrócił uwagi na białego wilka z czarnym paskiem na grzbiecie i czarnego wilka z 
gdzie, nie gdzie białymi paskami sierści. Około trzy letni czarny wilk szedł z wdziękiem i po
chwili puścił się biegiem w las. Deverido uczynił to co jego towarzysz. Biegli już kilka 
godzin. Przez dziesięć minut wilkom towarzyszyła Tavira, lecz zawróciła usłyszawszy od 
Deverida, że tak będzie dla niej lepiej.
  Zmęczeni urządzili odpoczynek przy Jeziorze Czarnych Kruków. Leżeli kilka minut na trawie, a
gdy weszli do wody by się ochłodzić przyleciała chmara czarnych kruków. Krakanie nie dawało im
się dobrze wykąpać, lecz gdy zirytowany Growel zabił jednego z nich natychmiast nastała cisza.
  Dwa basiory ruszyły na polowanie. Deverido szybko wywęszył zagubioną sarnę, zabił i obaj 
zjedli. Po posiłku kości wyrzucili do jeziora (co całkiem odgoniło watahę kruków) i za 
ocenieniem pory dnia znaleźli sobie dwie małe nory i poszli spać. 
  Księżyc był w pełni. Krakanie kruków zniknęło z powierzchni jeziora, lecz nie zlikwidowało
ich obecności wśród basenu wodnego. Co kilka chwil słychać było trzask cieniutkiej gałązki.
Wrażliwe uszy Deverida nie mogły zasnąć w takim 'hałasie'. W pewnej chwili wszystko ucichło
tak jakby coś zeżarło całą ptasią bandę.


--------------------

ok rozdział jest według mnie w porzo, ale sami ocencie


obrazki:

Growel





















Kruki

środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ 7: zagubione zło

ZAGUBIONE ZŁO


Po tych słowach jego czarne oczy zaświeciły się na złoto, 'blizna' na łapie zaświeciła się i
lekko za szczypała, a perła zaświeciła. Światło perły na złotym łańcuchu było tak silne że
oślepiło każdego wilka zgromadzonego na placu prócz Deverida. Perła świeciła kilkadziesiąt
sekund i... zgasła, a na niej nie pojawiła się ani jedna mała literka. Oczy i rana wilka po 
chwili wróciły do normy.

- N-n-nie... N-nie r-rozumiem-m...- jęknął Deverido- D-dlaczego to nie zadziałało?- nagle się
otrząsnął i to mówiąc obrócił się w kierunku Derranusa, który szedł w jego stronę.

- Nie wiem. Może dlatego że jest tu za dużo wilków. Musimy rozważyć wszystkie opcje. Spróbuj
jeszcze raz zapytać amulet. Może potrzeba wprawy.

- Dobrze. - powiedział, a Derranus cofnął się do poprzedniej pozycji. Deverido ponownie wziął
lekko różową perłę, będącą częścią jego naszyjnika, w łapy i powiedział:

- Gdzie jest mój cel?- sytuacja się powtórzyła. Spróbował jeszcze kilka razy lecz to nie
dało żadnego z oczekiwanych efektów. W końcu gdy znikąd pojawiła się noc wilk Alfa watahy
wiatru ogłosił:

- Proszę się rozejść. Nie ma u nic ciekawego do oglądania.- Lecz gdy wszystkie wilki wiatru
odeszły do swych jaskiń zmożone snem, Derranus powiedział do Deverida:

- Spróbuj teraz. Na placu zostaliśmy tylko my. Jeśli to nic nie da spróbujemy na Gahhae.

- Mam nadzieję że nie będę musiał łazić po łąkach.- zachichotał

Znów jego czarne oczy zaświeciły się na złoto, 'blizna' na łapie zaświeciła się lecz już nie 
szczypnęła, a perła zaświeciła. Zgasła. Na placu zaczęły świecić świetliki. Na niej pojawiać zaczynał się jakiś napis. Deverido aż wytrzeszczył oczy ze zaskoczenia. Na małej perle zawieszonej u szyi wilka widniał napis:


,,ŚWIAT LUDZI...''

  
--------------------

wyjątkowo krótki rozdział, ale jest to spowodowane moim ' wyczuciem czasu'.
polecam blogi:

http://historie-wilkow.blog.onet.pl/
http://wilki-z-alhaim.blog.onet.pl/
http://luka-owczarekniemiecki.blogspot.com/         jeśli były powtórki to sory.

obrazki:


świetliki pojawiające się na placu.

LISTA blogów

zapraszam na ,,LISTĘ blogów'' w której znajdziecie wszystkie moje blogi o magicznych i zwyczajnych stworzeniach. tutaj link:

http://biala-wilczyca-lista-blogow.blogspot.com/p/lista-blogow.html