sobota, 5 lipca 2014

ROZDZIAŁ 8: wędrowiec


Wędrowiec

Alfa wiatru podszedł do stojącego jak słup wilka. Deverido cały czas trzymał naszyjnik w 
prawej łapie, a paszcze trzymał w jednej pozycji- rozdziawioną. Derranus szepnął mu na ucho:

- Wilki czasu mają portal do świata ludzi. Będąc w tym świecie nasze moce słabo działają, więc
kiedy już tam będziesz, będziesz musiał bardziej skupić się nad swoją mocą, a jeżeli zgubisz
amulet- nie martw się. Ty i perła się do siebie przyciągacie.- powiedział i poszedł, ale 
zatrzymał się będąc przy swojej jaskini- Odpocznij. Podróż zaczynasz jutro w południe.

***

Następnego ranka Deverido wyszedł podenerwowany z jaskini. Szybko poszedł na polowanie. 
upolował małego jelonka i zjadł go. Nim się obejrzał było już południe. Potruchtał do jaskini
Alfy. Derranus siedział na swoim 'tronie' z lodu i rzekł:

- Jeśli zdążyłeś zauważyć portal do świata ludzi mają wilki czasu. Ich Alfą jest Fares. Mój
dobry znajomy. Gdy go spotkasz powiedz mu że przysyła cię Derranus. Lecz zanim to nastąpi
czeka cię około tygodniowa podróż. W wędrówce towarzyszyć będzie ci Growel.- powiedział, a do
jaskini wszedł czarny basior i usiadł przy Deveridzie.-kierujcie się na zachód i odnajdźcie
watahę wilków wiatru.

Wilki wyszły z jaskini. Szły w kierunku zachodu przez pełny zajętych wilków wiatru. Żaden z
nich nie zwrócił uwagi na białego wilka z czarnym paskiem na grzbiecie i czarnego wilka z 
gdzie, nie gdzie białymi paskami sierści. Około trzy letni czarny wilk szedł z wdziękiem i po
chwili puścił się biegiem w las. Deverido uczynił to co jego towarzysz. Biegli już kilka 
godzin. Przez dziesięć minut wilkom towarzyszyła Tavira, lecz zawróciła usłyszawszy od 
Deverida, że tak będzie dla niej lepiej.
  Zmęczeni urządzili odpoczynek przy Jeziorze Czarnych Kruków. Leżeli kilka minut na trawie, a
gdy weszli do wody by się ochłodzić przyleciała chmara czarnych kruków. Krakanie nie dawało im
się dobrze wykąpać, lecz gdy zirytowany Growel zabił jednego z nich natychmiast nastała cisza.
  Dwa basiory ruszyły na polowanie. Deverido szybko wywęszył zagubioną sarnę, zabił i obaj 
zjedli. Po posiłku kości wyrzucili do jeziora (co całkiem odgoniło watahę kruków) i za 
ocenieniem pory dnia znaleźli sobie dwie małe nory i poszli spać. 
  Księżyc był w pełni. Krakanie kruków zniknęło z powierzchni jeziora, lecz nie zlikwidowało
ich obecności wśród basenu wodnego. Co kilka chwil słychać było trzask cieniutkiej gałązki.
Wrażliwe uszy Deverida nie mogły zasnąć w takim 'hałasie'. W pewnej chwili wszystko ucichło
tak jakby coś zeżarło całą ptasią bandę.


--------------------

ok rozdział jest według mnie w porzo, ale sami ocencie


obrazki:

Growel





















Kruki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz