piątek, 27 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 4

ogromne To i...

Wilczek usłyszał ciężkie dyszenie. Czuł Wściegłość jaką posiadało To. To z pewnością wyczuło 
jego strach, ale mimo to nie zaatakowało. To czekało na odpowiedni moment. I ten moment nastał.
Deverido oddalał się uważając na każdy krok. Nagle To siedzace do tej pory na czterech dużych
łapach w krzakach- wstało. Mały ujrzał wielkiego, czarnego i masywnego potwora.

-NIEWOBRAŻALNA POTĘGA!- ryknęło To i zamachnęło się.

Tłuścioch o małej główce i czerwonych oczach zaatakował poddajacego się wilka ogromnymi 
pazurami. Przeszył małemu cały bok. Deverido zawył. W tej chwili na to rzucił się Naris.
Podczas gdy mały wilk jęczał z bólu i zwijał sie w kłębek dwa wilki próbowały ugryźć To.
w końcu Naris krzyknął:

- Deverido uciekaj!- mały piszczał- MASZ UCIEKAĆ I TO JUŻ!- o dziwo mały go posłuchał.
Z nadwyrężoną łapą i krwawiącym całym prawym bokiem Deverido uciekł w głębinę lasu. 
Nagle zaczął padać deszcz. Prawie dorosłe szczenie biegło przełamując ból lecz nie 
przełamujac strachu. Biegł, biegł i truchtał. Wszystkie drzewa, wszystkie nocne stworzonka
były dla niego złymi potworami. Sowa zagrała swą melodię. Znów biegł.Jego czarne oczy świeciły
na złoto.Nigdy w życiu tegonie robił. Nigdy nie biegł aż tak szybko. Pędził z prędkościa 
światła a 'blizna' pod prawą łapą zaczeła piec, ale nie z powodu biegu. On UŻYWAŁ mocy. Tak, 
on używał mocy i to bez amuletu! rzecz której żaden wilk nie dokonał od milionów lat. No z 
wyjatkiem zjednoczenia mocy dziesieciu braci trzysta lat temu. Deverido biegł przez lasy, 
zarośla, polany i jeziora.Rana krwawiła lecz on nie czuł bulu. Łapa bolała lecz on tego nie 
czuł. Nie męczył się. Po prostu biegł jak gdyby nigdy nic. Zaczęło świtać. Las w zachodniej
części Krainy Magii bódził sie do życia. Wszelakie ptactwo zaczęło śpiewać, a jelenie, zające
i inne stworzonka zaczeły swój spacer. Moce wilków Nocy zaczeły ustępować. Deverido słabł.
Nie biegł już strasznie szybko, a właściwie ledwo co szedł. Utykał na jednej łapie. Pieczenie
i świecenie blizny ustało. Oczy znów były czarne. Cały prawy bok znów zaczynał boleć. Każdy kolejny krok kosztował
go cierpienie. Doszedł do ogromnego drzewa za którym widać było małą norę, upadł i zemdlał.

----------------------------------
mam nadzieję ze wam się bardzo spodobał. sama sie zaskoczyłam gdy przeczytałam to pierwszy raz od czasu pisania :)

lecz nie zapominajmy o wakacjach. dziś jest przecież  koniec roku szkolnego!
oto kilka bonusów:


miłego słuchania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz