poniedziałek, 30 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 5

Srebro


Wilk powoli się rozbudzał. Otworzył oczy i ze zdziwieniem stwierdził że znajduje się w 
jaskini. Słońce świeciło mocno, a on nie mógł nawet unieść łba aby sprawdzić gdzie dokładnie
się znajduje i co się stało. Obok niego była miska z jakąś dziwną lekko fioletową wodą. Jego
ojciec Naris zawsze majstrował coś z wodą i jakimiś składnikami. Deverido zrozumiał że ta 
woda musi być jakimś eliksirem. Miskę z eliksirem miał na wyciągnięcie języka. Z trudem 
podniósł delikatnie pysk i zaczał chłeptać. To było dobre. Wypił wszystko. Wstał. Oblizał miskę
i swój własny pysk. Rozciągnął sie i ziewną. Przypomniał sobie wczorajszą noc. Od razu jego
radość zniknęła i po chwili był smutny. Szedł z opuszczoną głową i uszami położonymi po sobie
do wyjścia. wyszedł z jaskini i wciągnął świeże wiosenne powietrze. Kątem oka zobaczył znany
dąb. Znaną ścierzkę. Znał je lecz nie wiedział skąd. Miał pustkę w głowie. Zapomniał którędy
biegł ostatniej nocy. Postanowił pójść ścieżką prowadzącą za jaskinię. Szedł uważając na 
każdy krok. Gdy znalazł się za jaskinią zobaczył wilczyce koloru sztabki srebra. Była młoda
gdzieś w jego wieku. Roczna. Spostrzegł że była smukła i niska co czyniło ją zwinną. Miała
jastrzębie pióro uczepione za prawym uchem. Leżała nad jeziorkiem. Widać go nie spostrzegła.
Deverido podszedł, aby bliżej jej się przyjrzeć. Wilczyca zauważyła go i zaczeła warczeć:

- Wracaj do jaskini!

- Dlaczego?- spytał się

- Bo tu nie jest bezpiecznie.- jej ton nagle złagodniał- długo spałeś. cały tydzień. pierwszy
raz się używało mocy co?-skinął głową- Zdarza się że młode wilki tracą przytomność.

Deverido poszedł za wilczycą do jaskini w której spał przez tydzień. Wilczyca usiadła przy
ścianie.

- usiądź.- powiedziała i wilk wykonał polecenie.- jak się nazywasz?

- Deverido Asa, ale wszyscy mówią mi Deverido lub Dev.

- Ja jestem Tavira. Jestem z watahy wilków wiatru. Odpocznij tutaj i nie waż się wychodzić.

- Nie potrzebuje odpoczynku, Taviro. Czuję się bardzo dobrze.-powiedział.

- Chcesz czy nie chcesz i tak tutaj zostaniesz.- Tupnęła nogą i poszła.

Deverido wyskoczył z dotychczasowego miejsca i pognał za nią. Daleko nie dobiegł, gdyż uderzył
pyskiem o WEJŚCIE do jaskini. Jakaś siła nie pozwalała mu wyjść ze środka. 
,, Powietrze''- pomyślał - ,, przecież ona tupnęła łapą po tym jak to powiedziała.''
Młody wilk przeleżał cały dzień na jednym miejscu. Wieczorem zaczął wyć tak głoś że nikt nie
mógł zasnąć. Żaden wilk nie przyszedł. Po godzinie wycia Deverido zasnął. Obudził się rano, a
ona stała przy wyjściu.

- Możesz już wyjść.- oznajmiła

- Już idę.- Powiedział i wyszedł

- Choć za mną.

Szedł za nią nie zważając na piękność przyrody. W końcu weszli na plac otoczony jaskiniami.
Na przeciwko nich była ta największa.Srebrna wilczyca przystanęła i uśmiechnęła się. Jaskinia
przywódcy Wilków Wiatru. Deverido patrzył na nią ze zdziwieniem, tak samo jak wilki na placu
patrzyły się na niego.

---------------------------------------------
takie teraz będą rozdziały!
obrazki z neta:

Tavira



,, Wracaj do jaskini ! ''








piątek, 27 czerwca 2014

fotka

całkiem zapomniałam o focie do poprzedniego rozdziału. oto ona:





















obowiązuje zakaz kopiowania! don't copy!

ROZDZIAŁ 4

ogromne To i...

Wilczek usłyszał ciężkie dyszenie. Czuł Wściegłość jaką posiadało To. To z pewnością wyczuło 
jego strach, ale mimo to nie zaatakowało. To czekało na odpowiedni moment. I ten moment nastał.
Deverido oddalał się uważając na każdy krok. Nagle To siedzace do tej pory na czterech dużych
łapach w krzakach- wstało. Mały ujrzał wielkiego, czarnego i masywnego potwora.

-NIEWOBRAŻALNA POTĘGA!- ryknęło To i zamachnęło się.

Tłuścioch o małej główce i czerwonych oczach zaatakował poddajacego się wilka ogromnymi 
pazurami. Przeszył małemu cały bok. Deverido zawył. W tej chwili na to rzucił się Naris.
Podczas gdy mały wilk jęczał z bólu i zwijał sie w kłębek dwa wilki próbowały ugryźć To.
w końcu Naris krzyknął:

- Deverido uciekaj!- mały piszczał- MASZ UCIEKAĆ I TO JUŻ!- o dziwo mały go posłuchał.
Z nadwyrężoną łapą i krwawiącym całym prawym bokiem Deverido uciekł w głębinę lasu. 
Nagle zaczął padać deszcz. Prawie dorosłe szczenie biegło przełamując ból lecz nie 
przełamujac strachu. Biegł, biegł i truchtał. Wszystkie drzewa, wszystkie nocne stworzonka
były dla niego złymi potworami. Sowa zagrała swą melodię. Znów biegł.Jego czarne oczy świeciły
na złoto.Nigdy w życiu tegonie robił. Nigdy nie biegł aż tak szybko. Pędził z prędkościa 
światła a 'blizna' pod prawą łapą zaczeła piec, ale nie z powodu biegu. On UŻYWAŁ mocy. Tak, 
on używał mocy i to bez amuletu! rzecz której żaden wilk nie dokonał od milionów lat. No z 
wyjatkiem zjednoczenia mocy dziesieciu braci trzysta lat temu. Deverido biegł przez lasy, 
zarośla, polany i jeziora.Rana krwawiła lecz on nie czuł bulu. Łapa bolała lecz on tego nie 
czuł. Nie męczył się. Po prostu biegł jak gdyby nigdy nic. Zaczęło świtać. Las w zachodniej
części Krainy Magii bódził sie do życia. Wszelakie ptactwo zaczęło śpiewać, a jelenie, zające
i inne stworzonka zaczeły swój spacer. Moce wilków Nocy zaczeły ustępować. Deverido słabł.
Nie biegł już strasznie szybko, a właściwie ledwo co szedł. Utykał na jednej łapie. Pieczenie
i świecenie blizny ustało. Oczy znów były czarne. Cały prawy bok znów zaczynał boleć. Każdy kolejny krok kosztował
go cierpienie. Doszedł do ogromnego drzewa za którym widać było małą norę, upadł i zemdlał.

----------------------------------
mam nadzieję ze wam się bardzo spodobał. sama sie zaskoczyłam gdy przeczytałam to pierwszy raz od czasu pisania :)

lecz nie zapominajmy o wakacjach. dziś jest przecież  koniec roku szkolnego!
oto kilka bonusów:


miłego słuchania!

ROZDZIAŁ 3

auuu!



Gdy młody Deverido miał już ponad rok cały świat nabierał innych barw. Wilk nie chciał już 
siedzieć całymi dniami z rodzinką na polanie. Starał się wychwycić każdy argument, aby tylko
wyjść poza polanę. Udało mu sie to tylko jeden raz. Był ciepły, letni dzień. Ojciec wybierał
sie właśnie na polowanie. Nie, nie na zwykłego zająca. Dziś był ten dzień. Dziś był dzień 
w którym każdy zajadał się smakowitym mięsem jelenia. Gdy Naris już szedł młody zaczepił go:

- Pozwól mi iśc z tobą. proszę!

- Nie. Znasz zasady. Ja poluję.

- Chcę się nauczyć polować. Jeżeli będziesz np. chory ja będę mógł cię zastąpić!

- Wykluczone. to ma sie w genach, a tak w ogóle to jesteś za młody!

- OJCIEC! DAJ MI ŻYC!!!

- Nie dosyć że... ah... zostań tu.- powiedział lekko zasmucony. po chwili przyszła Laita:

- Co u sie wyprawia?!- powiedziała

- Naris nie chce mnie wziąźć na polowanie...- powiedział Deverido i zrobił '5 złotowe' oczy.

- TYLKO nie Naris!- wrzasnął ojciec.

- weź go. Jak raz pójdzie to go nie znajdą, nie?

- Ahh... Raczej nie...- powiedział Naris- Mogę go wziąźć ale tylko JEDEN RAZ.

- I wszyscy szczęśliwi!- zaśmiała się Laita.

- Wszyscy. Wszyscy. Jak nas nie pozabijają...- powiedzział bezgłośnie Naris.

Po chwili Naris i Deverido byli w lasku. Skradali sie bezszelestnie to jelenia pasącego
się w pobliżu. Gdy byli już na tyle by skok mógł się udać, Naris szepnął:

- ty tutaj zostań. Patrz i ucz się.- Jednym ruchem Naris wisiał zwierzęciu u szyji. Jeleń
próbował go zepchnąć z siebie, ale nie udało mu się. Wierzgał jak nigdy. Wtem Deverido
także spróbował szczęścia- rzucił sie zwierzęciu na kark. Wbił swe ostre nigdy nie używane
kły w grzbiet jelenia. Kopytny zawył z bólu i zrzucił wilka z siebie. Młody walnął o drzewo
i runął na ziemię. Nie zważając na to, że srasznie bolała go noga skoczył ku zemście.Ponownie
skoczył mu na kark mocno zasiskając szczęki na górnej szyji. Zwierze padło mając na sobie dwa
drapieżniki. 

-świetna robota Deverido. Tylko dlaczego mnie nie posłuchałeś?!

-no bo...

-ah dobra przestań trzeba to zanieść do jaskini. Tylko ani słowa Laicie

-ok.- jak powiedzieli tak zrobili. Kilkanaście minut zajęło im ciągnięcie około półtonowego
jelenia. Gdy doszli do polanki byli tak zmęczeni że od razu padli na miękką trawę zawierającą
rosę. Laita pokiwała głową i sama zajęła sie jeleniem. Szybko zatargała go do jaskini po
czym zaczęła sie nim objadać. Wilki doszły do siebie dopiero po godzinie, lecz wtedy zostały
im tylko 2/5 (ułamek) jelenia. Zjedli szybko i zasnęli. O północy gdy księżyc jasno świecił
Deverida zbudziły dziwne dźwięki i nietypowy zapach. Podszedł do krzaka w którym siedziało To.
-----------------------------
rozdział trochę do d** i miała być akcja, ale się przeliczyłam. w następnym rozdziale będzie lepiej.  a teraz obiecane fotki:
Laita: 





















i Naris:

czwartek, 26 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 2

Miejsce zaciszne



 W pewnej jamie przy potoku młoda wilczyca leży ze swym kilku godzinnym synem w prawym boku

 jaskini. Oglądają razem zachód słońca i czekają na ojca szczenięcia. Białe szczenie z czarnym
paskiem na grzbiecie bez przerwy popiskuje i łazi matce a to po grzbiecie, a to po łapach.
 Wkrótce ojciec wszedł do jaskini targając ze sobą upolowanego jelenia. Położył go przy
matce i zapytał:

- mogę zobaczyć naszego malucha?


- ależ oczywiście Narisie. - to mówiąc wyciągnęła szczenie z gęstego futra.-Nazwiemy go 

Deverido Asa.

- trochę dziwne imię... ale mniejsza. Laito, musimy go ukryć. To szczenie z przepowiedni. 

Jeśli źli bracia też się odrodzą mogą go zabić. - powiedział poważnie.

- ale dlaczego teraz? przecież jeśli się odrodzą będą szczeniętami. tak?- fochnęła sie.


- Laita nie rozumiesz. Mogą go dopaść inni bo jeśli on się narodził jednoczenie mocy jest

możliwe gdy poświęci się zdrajcę.

- ale skąd ty to wiesz? Naris!


- wyjaśnię ci to kiedy indziej, kochanie. Teraz trzeba ukryć wilczka.



Brązowy wilk z białymi uszyma i BLOND wilczyca szybko zjedli upolowanego jelenia, schowali 

koscii wyruszyli szukać nowego miejsca zamieszkania. Z dala od wilczej cywilizacji. biegli 
trzy dni, trzy noce i trzy godziny, ale znaleźli idealne miejsce. Zaciszne miejsce blisko 
wodospadu z dobrze ukrytą jaskinią, ogromnymi drzewami liściastymi i wieloma gigantycznymi
krzewami torującymi wejście na małą polankę. Dla pewności, że nikt ich nie odnajdzie Naris,
wilk ziemi swoimi mocami zwiększył zarośla i spowodował, że gałęzie na drzewach wydłużyły się,
a liście zwiększyły. Słońce prawie nie miało dostępu do małej polany z zamaskowaną jaskinią.
światło było tam prawie zielone. Gdy maluch trochę podrósł bawił sie na polance ganiając
motyle, a nawet jeśli szczęście mu dopisało złapał wróbla. Narisowi i Laicie to miejsce
także się podobało. Codziennie naris przynosił do domu trzy tłuste zające, a co tydzień
wielkiego, tłustego i baaardzo smacznego jelenia.


-----------------------

ok ten rozdział skończony :)  mam nadzieję że się wam podoba w następnej notce będzie AKCJA. jeśli pojawią się jakieś błędy to sorry, ale nie chce mi się poprawiać ;) a teraz zdjęcie Deverida:
prosze o nie kopiowanie!!!zdjęcie Narisa i Laity dodam w następnym rozdziale bo jeszcze ich nie narysowałam :(

Polecam!

http://magia-wilkow-historia.blog.onet.pl/  (mój ulubiony)

http://tajemnice-wilkow.blog.onet.pl/
http://wyspa-wilkow.blog.onet.pl/
http://magia-smoki-zycie.blog.onet.pl/
http://wataha-quiertow.blog.onet.pl/page/2/
http://wilczyca-mroku.blog.onet.pl/

http://wataha-mroczno-krwista.blogspot.com/ (mój ulubiony)

http://magicznewilkihistorie.blox.pl/html
http://magicznewilkiopowiadania.blox.pl/html

ROZDZIAŁ 1

prolog



 dawno dawno temu w krainie do której zaden człowiek nie znał wejścia wilki żyły w zgodzie. 

Pewnego dnia wszystko co dobre miało się zmienić. Dziesięć braci chciało zjednoczyć swa moc,
by zawładnąc Krainą Magii. Podobno to ludzie zmącili im w głowach. 
 Zebrali się na polu [które dziś nosi nazwę Gahhae], aby tam ich amulety osiągnęły niewiary-
godną potęgę. Zbliżała się bezchmurna noc. ich czerwone oczy odstraszały nawet 
najdzielniejszych. Nikt nie mógł im przeszkodzić. Ustawili się w krąg. Szeptali jakieś
niezrozumiałe słowa. Ich medaliony coraz mocniej świeciły na czerwono. Szeptali coraz 
głośniej. Szept zamienił się w ciąg szybkich słów. Ich amulety wybuchły, a pod poduszkami
ich prawych łap pojawiła się blizna z trzema kropkami. Każdy z nich podniósł swe łapy wysoko,
a potem uderzył mocno o ziemię. Niebo poczerniało. Czerwony piorun uderzył w środek kręgu.
Czar sie udał. Teraz są najpotężniejszymi wilkami jakie dotychczas były. Teraz zostaje im 
podporządkowanie sobie innych watah i innych stworzeń. Władza nad Krainą Magii.
 Następnego dnia zaplanowali atak na pierwszą watahę. Nie wiedzieli że jeden z ich braci 
w nocy wykonał rytuał odebrania mocy. Oddał własną moc i moc ich braci za zakazanie zjednoczeń
mocy. Polegało to na tym że za każdą próbę zjednoczenia mocy wilki które w tym uczestniczą 
oddają życie. Gdy pozostali szykowali sie do ataku on udał że jest chory. Wilki poszły po 
śmierć, a on znikną w lesie. Ponoć tysiące lat po tym wydarzeniu pozostali wilczy bracia
powrócą wypełniając zjednoczenie mocy, a zlo powróci. Tylko jeden wilk zdoła ich powstrzymać.
Biały, czarny-pas.



mam nadzieję że wam sie spodoba.  już wkrótce 1 rozdział :)